Jak ja dawno nic nie napisałem na blogu. To już prawie pół roku. Odłogiem leży recenzja butów inov-8 Mudclaw, które zasługują na szczególny tekst ze względu na swoją wyjątkowość. Gdzieś w notatkach jest także napoczęta recenzja zegarka Garmin Forerunner 630, który towarzyszy mi od wielu miesięcy i równie zasługuje na pochlebny tekst.

Czasami tak jest, że trzeba odpocząć od prowadzenia bloga i pisania tekstów. Z drugiej strony to czyste lenistwo, ale i brak czasu ponieważ w życiu prywatnym sporo się działo – kupno mieszkania, przeprowadzka i takie tam podobne. Ale wracam powoli do normalnego życia, również tego biegowego.

Jest także w końcu o czym pisać i czym się chwalić. Tydzień temu wziąłem udział w pierwszych zawodach po przeszło półrocznej przerwie. Pierwszy start miał być podczas Półmaratonu Warszawskiego, jednak jakoś nie czułem się na siłach żeby biec. To i tak byłyby start tylko treningowy, ponieważ do formy z jesieni jest jeszcze bardzo daleko. Dlatego zamiast wstać rano i jechać do Warszawy na “połówkę”, położyłem się na drugi bok i poszedłem spać dalej 🙂

Bieg Łosia 

Za to, 7 maja tego roku, dzielnie stanąłem na linii startu jednego z moich ulubionych biegów – Bieg Łosia w Puszczy Kampinoskiej. To zawody odbywające się na dystansie 16 km. Biegłem tak trzy lata temu (klik) pod koniec kwietnia. Wtedy na trasie leżało pełno śniegu, a i trasa była dłuższa, ponieważ miała jakieś 17 km. Wtedy też mój czas na mecie to: 01:45:25

Będąc już po dość regularnych treningach wiedziałem, że jakby nie patrzeć życiówkę mam zapewnioną. Planowałem pobiec w tempie 5:00 i zrobić na zawodach mocny trening. Adrenalina przedstartowa i fakt, że to pierwsze ściganie po półrocznej przerwie, spowodowały, że jednak pocisnąłem na trasie.

Jako, że tętno po kilku chwilach wskoczyło na dość wysoki poziom, gdzie już nie było za wiele rezerwy, postanowieniem trzymać się kilku zawodników przed sobą i trzymać po prostu tempo i nie rwać bez sensu do przodu. I tak biegłem sobie po Puszczy Kampinoskiej szybciej niż na początku planowałem. Na trasie co chwile spotykaliśmy zawodników nadbiegających z naprzeciwka ? oni mierzyli się z Ultramaratonem Kampinoskim. Bardzo fajna formuła biegu, kiedy na trasie mijasz się z ultrasami i możesz im pokibicować. Gdzieś na 13 km obok naszej grupki przemknęła jedna zawodniczka. Biegła tak lekko jakby dopiero wystartowała ? potem się okazało ze to zwyciężczyni zawodów w klasyfikacji kobiecej. Kiedy obok ciebie przebiega taki ekspres, a Ty dyszysz i sapiesz, i nie masz siły przyspieszyć, to działa dość demotywująco. Dlatego na 14 km trochę zwolniłem żeby zostawić zapas sił na koniec. Po chwili zaczęła mnie wymijać kolejna zawodnicza ? pomyślałem, że dość tego żeby kolejna zawodniczka mnie znowu wyprzedzała. Udało się przyspieszyć, nie wiem skąd, ale jeszcze były rezerwy energii  i ostatnie kilometry pokonałem tempem 4:40, co było najbardziej pozytywnym aspektem zawodów ? widać, że treningi idą w dobrym kierunku, a forma rośnie z dnia na dzień.

MS41QGNpZA==

Na metę wbiegłem z czasem 1:14:22 (średnie tempo 4:53), co dało mi 49 miejsce na 410 zawodników i satysfakcję  bycia na pierwszej stronie w wynikach, co nie często ma miejsce 🙂

Jak zawsze ekobiegi.pl zorganizowały świetne zawody na wysokim poziomie. Ja przypomniałem sobie, jak to fajnie jest biegać w zawodach i jak lubię rywalizacje na trasie.

MS43QGNpZA== MS4xQGNpZA==

Monte Kazura

Idąc za ciosem trzy dni później wystartowałem w Monte Kazura na Warszawskim Ursynowie. Nie było to mądre, ponieważ miałem zbyt mało czasu na regenerację, ale słyszałem tyle pozytywnego o tych zawodach, że musiałem to sprawdzić. A ludzie ostrzegali, że tam można spuścić sobie niezły łomot. Za organizacje Monte Kazury odpowiada ta sama ekipa, co organizuje Chudego Wawrzyńca i Wilcze Gronie,  wiec o poziom organizacyjny byłem spokojny.

Monte Kazura to bieg na dystansie 5 km po Górce Kazurce, gdzie pokonujemy 3 okrążenia z łącznym przewyższeniem prawie 300 metrów. Kiedy przyjechałem na miejsce zawodów i zobaczyłem górkę, to się zmęczyłem na samą myśl o bieganiu  🙂 Idąc po numer startowy wydrapałem się na szczyt górki wiedziałem  już że będzie ostra jazda i będę mocno sponiewierany ma mecie.

 fot. Jacek Deneka Ultralovers

fot. Jacek Deneka Ultralovers

Przed startem Krzysiek (organizator), powiedział żeby pierwsze kółko pokonać naprawdę wolno. Jeśli myślisz, że biegniesz wolno to jeszcze zwolnij 🙂 Coś w tym było i to faktycznie była dobra rada, ponieważ po pierwszym okrążeniu miałem już dość i chciałem iść do domu; sapałem, prychałem, ale parłem dzielnie do przodu. Ilość podbiegów i zbiegów była naprawdę spora. Liczyłem na czas na mecie w okolicach 30 minut. Pierwsze kółko pokonałem w 10:24. Teraz wiem, że to było za szybko i  zapłaciłem za to na drugim okrążeniu, które było o minutę wolniejsze. Trasa jest dość wąska wiec trzeba ostrożnie biec. Na zawodach powtarzała się sytuacja z zawodów górskich, które biegałem wcześniej. Na podbiegach byłem wyprzedzany, a na zbiegach to ja wyprzedzałem. I tak cały czas na zmianę wymieniałem się pozycjami z kilkoma zawodnikami.  Pokazuje to, że muszę mocno popracować na siła i podbiegami. Całe szczęście na zbiegach czuje się bardzo pewnie i mogę lecieć w dół, co sprawa mi wielka frajdę. Pomimo  tego, że bieg odbywał się w centrum miasta, to górka była naprawdę stroma i można było poczuć górskie “flow ” podczas zbiegów 🙂

MS4zQGNpZA==

fot. Festiwal Biegowy

Ostatnie kółko pokonałem w czasie 10:26 i wiedząc, że to już koniec wielkiego łomotu dość mocno przyspieszyłem  w ostatniej części biegu. Udało się wyprzedzić kilku zawodników przed ostatnimi hopkami i zawody ukończyłem na dość dalekim 106 miejscu z czasem 32:31

Jest co poprawiać i nad czym pracować. Monte Kazura to świetne zawody pozwalające poczuć chodź odrobinę klimatu górskiego biegania. Trasa jest wymagająca co pokazują czasy. Jak dotąd najlepszy wynik na Kazurce to chyba 22:31

Pewne jest to, że  na pewno stanę raz jeszcze na linii startu na Kazurce i tym razem pobiegnę trochę mądrzej. Zobaczymy jak to się przełoży na wynik. Jestem bardzo ciekaw o ile mogę się poprawić.

Poza świetnymi zawodami i ostrym łomocie, jaki można sobie sprawić jest jeszcze jedne powód z jakiego warto pobiec w tych zawodach.

Zdjęcia – na Monte Kazura pojawia się kilku fotografów, którzy robią absolutnie świetne zdjęcia: miedzy innymi Jacek Deneka z Ultralovers czy Karolina Krawczyk  Ja niestety miałem pecha i nie znalazłem się na ich zdjęciach, ale może następnym razem się uda 🙂

Ten cały łomot na górce Kazurce to sprawka tych uśmiechniętych  Państwa:

Magda Ostrowska-Dołęgowska - fot. Jacek Deneka Ultralovers

Magda Ostrowska-Dołęgowska – fot. Jacek Deneka Ultralovers

Krzysztof Dołęgowski - fot. Jacek Deneka Ultralovers

Krzysztof Dołęgowski – fot. Jacek Deneka Ultralovers